Do bogaczy i snobów nam daleko. Prędzej pykniemy w kalendarz nim zostaniemy milionerami, więc snobizm to nie nasza bajka. Nasza córka chodzi do prywatnej szkoły pomimo, że jeszcze dwa lata temu nikt by jej tam nie zapisał.

Szkoła dla elit

Zawsze wydawało nam się, że prywatna nauka jest dla wybranych a my z pewnością do nich nie należymy. Przecież rodzice dzieci z prywatnych szkół wyglądają jak z żurnala, podwożą dzieci do szkoły najnowszymi modelami bmw i mają zbyt duże poczucie własnej wartości (czytaj: wyżej srają niż dupę mają).

Gdy wybiła godzina podjęcia decyzji o przyszłej edukacji naszej pociechy zaczęły się wątpliwości. Państwowa szkoła była jedyną opcją, która była do przyjęcia. Przecież my jakoś daliśmy radę to i nasze dziecko odnajdzie się w tym systemie. A potem przyszedł czas na wspomnienia i okazało się, że nie są one najwspanialsze. Wiadomo, że zawarliśmy masę przyjaźni, zdobyliśmy dobrą edukację ale jeżeli chodzi o nauczycieli i formę przeprowadzanych lekcji, już nie było tak fajnie i ciekawie.

Pieniądze były kolejnym przeciwnikiem odciągającym nas od decyzji o prywatnej szkole. I tu z pomocą przyszło nam państwo zasilając co miesiąc nasz portfel o 500 zł. Dzięki temu nie czujemy odpływu gotówki na edukację i jest nam o wiele lżej.

Zbyt drogo jak dla nas

I tak po godzinach dyskusji, rozmowach z innymi rodzicami i masą wątpliwości, złamaliśmy swoje zasady i zapisaliśmy dziecko do prywatnej szkoły.

Właśnie mijają dwa lata odkąd nasza córka stała się snobką i rozwydrzonym bachorem. Zerówka i pierwsza klasa okazały się dla niej wspaniałym czasem bez nerwów i stresu. Obecnie kończy pierwszą klasę w której jest tylko 12 osób. Po zakończeniu lekcji dzieci nie siedzą na świetlicy tylko mają zajęcia dodatkowe takie jak: zumba, basen, hip hop, piłka nożna, kodowanie, szachy itp. Lekcje języka niemieckiego i angielskiego odbywają się codziennie. A dla nas najlepsze jest to, że dziecko ma 3 posiłki i nie musimy kombinować co zrobić rano na śniadanie.

Nadal nie jeździmy nowym bmw a dziecko często odbieramy na piechotę aby razem pospacerować po parku. Nadal nie mamy milionów na koncie i nie ubieramy się u najmodniejszych kreatorów mody. Ale wiemy, że spróbowaliśmy przełamać wpajane nam przez lata stereotypy. Uczono nas, że państwowy system edukacji jest najlepszy do tego stopnia, że baliśmy się wyłamać i sprawdzić co jest po drugiej stronie.

Bardzo dobra decyzja

Szkoła prywatna nie jest zła. Nasze dziecko traktowane jest podmiotowo a nie przedmiotowo. Nauczycielka ma szansę poznać każdego ucznia i pomagać tym słabszym a nie promować tych najlepszych. Dzieci mogą rozwijać swoje pasje i nie są szufladkowane gdy popełnią jakiś błąd.

Czy nasz wybór okazał się dobry, nie wiem. Czas pokaże i albo będziemy mieli zdolne i pewne siebie dziecko albo nie. Czy będziemy żałowali swojej decyzji. Raczej nie, bo staramy się nie patrzeć w przeszłość i nie myśleć o tym co było. Skupiamy się na teraźniejszości i na obserwacji emocji u swoich dzieci. Wiemy jedno. Prywatna szkoła nie kształci snobów. Jest bardzo podobna do szkoły państwowej lecz dzieci mają większe pole do rozwoju swojej kreatywności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.